nautical issues :: rejs do fiordów zachodniej Norwegii, część III |
|
|
Rejs do fiordów zachodniej Norwegii...
Dania, Norwegia, Szwecja, Niemcy, Polska Wcześnie rano 9 czerwca opuściliśmy brzegi Norwegii i wyznaczyliśmy kurs na południe, do Skagen w Danii. Tu Skagerrak pokazał na co go stać, a właściwie Neptun po raz drugi przypomniał nam o sobie. A że o chorobie morskiej nikt już nie pamiętał, zesłał na nas sztorm. Siła wiatru wzrastała stopniowo, by pod koniec dnia osiągać ponad 8°B. Dla większości z nas wymarzone warunki do żeglowania, tym bardziej że świeciło słońce, niebo błękitne, znakomita widoczność, wysokie na parę metrów zielone fale. Rzadko kto po wachcie chciał zejść pod pokład. Ale jesteśmy na morzu, więc ponownie dostaliśmy się pod władzę kapitana. Przy wzrastającej sile wiatru pokazał niezwykłą kompetencję żeglarską, przewidywanie, co może się zdarzyć za godzinę lub dwie to umiejętność każdego prawdziwego kapitana. Co chwila padały komendy: "przygotować grota do refowania", "grot precz", "lewy szot luzuj", "prawy szot wybieraj"... Jeśli w głowie któregoś z członków załogi pojawiło się pytanie "po co to wszystko?", mógł zejść do mesy i przeczytać z drewnianej tabliczki wygrawerowany napis, zasadę, którą prezentował kapitan "przede wszystkim rozsądek - człowieku". Pod koniec dnia, gdy wiało już najmocniej, jacht pokonywał fale z prędkością 10 - 11 węzłów na jednym najmniejszym żaglu, jakim był grotsztaksel. A chwilowe prędkości 35-tonowego jachtu przy zjazdach z fal, które zmierzył GPS przekraczały 14 węzłów.
Zmęczenie dało znać o sobie koło północy, kiedy podchodziliśmy już na samym silniku do portu, wiało w porywach do 9°B centralnie w dziob jachtu. Kapitan powiedział później,
że w normalnych warunkach przy 2700 obrotach silnika jacht osiąga prędkość koło 7 - 8 węzłów, my z ledwością osiągaliśmy 1 węzeł.
Do jednej z prawdziwych wakacyjnych pereł Północnej Zelandii czyli Gilleleje [mapa] dotarliśmy 12 czerwca w nocy. Znajduje się tam jedna z niewielu na świecie węglowa latarnia morska. Postój nie był zbyt długi, bo już wcześnie rano byliśmy gotowi do wypłynięcia do oddalonego o 15 mil Helsingoru [mapa].
Płynąc powoli wzdłuż głównego toru wodnego, wieczorem dotarliśmy do pięknej i fascynującej Kopenhagi [mapa], metropolii wschodniej Danii. W odróżnieniu od większości europejskich stolic, nie ma tam nowoczesnej architektury i drapaczy chmur, sponad starych dachów wyrastają tylko zabytkowe wieżyczki i iglice, a niezliczona ilość kafejek zaprasza swymi ogródkami na świeżym powietrzu. Życie toczy się tu spokojnym rytmem. Od czasów Hansa Christiana Andersena czas jakby się zatrzymał. Ogrody Tivoli, pełne baśni i nostalgii. W nastrojowym otoczeniu bajkowego świata kwiatów, drzew i tysięcy kolorowych świateł można znaleźć się w zaczarowanej krainie rozrywki i zabawy wśród wszelakich urządzeń fruwających i kręcących się we wszystkie możliwe strony. W Kopenhadze księżniczki istnieją naprawdę i to nawet ciemnoskóre. Andersen nie śnił, bajki stały się prawdą.
Wieczorem 13 czerwca wróciliśmy na morze, zamierzając udać się w kierunku ziem niemieckich. Po drodze zawinęliśmy na noc do Szwedzkiego portu Holviken [mapa], by wcześnie rano przepłynąć Fonstelbokanal. Następnego dnia wieczorem dotarliśmy do brzegów Rugii, która powitała nas białym, majestatycznym klifowym wybrzeżem. Jedynym takim wybrzeżem na wodach Bałtyku. W miejscowości Sasnitz [mapa] raczyliśmy się świeżymi kanapkami rybnymi, które są podawane wprost z kutrów rybackich. Sam port też jest bardzo ciekawy, nie remontowany chyba do czasów byłej NRD. Stary wypłukany słoną, morską wodą beton i zardzewiałe rury, jeśli ktoś ma ochotę przenieść się w tamte czasy, polecam. 15 czerwca wyruszyliśmy znów w morze, by skierować się ku wyspie Bornholm. Bałtyk jest morzem szczególnie nieprzewidywalnym, jeżeli chodzi o warunki pogodowe. Potrafią się zmienić w przeciągu paru godzin. Lecz dla nas Neptun był już do końca łaskawy, a my dzielnie płynęliśmy naprzód, czując się prawdziwymi żeglarzami.
Posłuszni dowództwu kapitana dotarliśmy do brzegów Bornholmu. Odwiedziliśmy Allinge [mapa], zawijając po drodze do Hammerhaven. A w słońcu i błękicie nieba, dzień następny spędziliśmy w malowniczym Gudhjem.
Kolejnym i niestety już ostatnim naszym celem była mała wyspa Christianso, zamieszkała przez kilkudziesięciu mieszkańców. Tamtejsza ludność mieszka w czystych malutkich domkach, spacerując w ich scenerii można pomyśleć, że znaleźliśmy się w jakiejś innej bajce.
Czas podróży powoli dobiegał końca, więc trzeba było kierować się ku południu do Polski. Po drodze odwiedziliśmy jeszcze raz Bornholm, zawijając do miejscowości Nexo [mapa]. Bałtyk przypominał stan wody w kałuży, więc zmuszeni do załączenia silnika po 18 dniach, odwiedzeniu 15 portów i przebyciu 1048,2 mil przypłynęliśmy do Kołobrzegu. Tam po pożegnalnym ”wieczorze kapitańskim” i chrzcie morskim nowych obiecujących żeglarzy, rozjechaliśmy się do domów z nadziejami i planami na przyszłoroczny rejs. Po raz kolejny sprawdziła się moja maksyma, że nie najważniejszy jest cel, ważna jest podróż.
Photographs 600/400 and 320/480 Copyright by Marek Piotrowski, Piort Mikołajczyk Photographs 720/480 Copyright by Otto and Mechtild Reuber. Made available with the author's consent from the website www.reuber-norwegen.de
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| ||||||